Pages

Sunday, October 26, 2014

Mornings


I hate mornings…I really wish I was a morning person, life would be much easier…I wish I was one of those people who wake up with a smile at 5 am and run to the gym...I blame my swimming years for my chronic unwillingness to leave my bed before 9am, when getting up at 4.30am was every day reality. Even though it has been a very long time since I quit competitive swimming, every morning is a struggle when I hear the sound of my alarm clock going off…So whenever I have the time to start my day without running around the house trying to get dressed, dry my hair and put my make up on while burning my lips with hot coffee, I make sure I make the most of it. Coffee, then another one, piece of cake, cronut, sushi, toasted sandwiches and whatever else I feel like. Until the next morning when the struggle begins again...

Nienawidze porankow…Bardzo chcialabym byc jedna z tych osob, ktore wstaja o 5 rano z usmiechem na twarzy i przed praca biegna na basen lub silownie…Mnie na sama mysl ogarniaja dreszcze…Za ten stan rzeczy obwiniam te wszystkie lata, kiedy wstawanie o 4.30 kazdego dnia bylo codziennoscia (plywaca wiedza o czym mowie). Mimo, ze czasy rannych treningow plywackich naleza do zamierzchlej przeszlosci, moja niechec do porannego wstawania pozostala. Kazdy ranek, to walka z budzikiem o kolejne piec minut. Walka bardzo nierowna, bo jak do tej pory budzik zawsze wygrywa…Dlatego, kiedy zdarzaja sie dni, gdy nie trzeba nigdzie pedzic, wykorzystuje je do maksimum…Kawa, jedna, druga…ciasto, paczek, sushi, tosty…cokolwiek mi przyjedzie do glowy. A na drugi dzien znow walcze z budzikiem... 







Saturday, October 4, 2014

Little things


I find great satisfaction in photographing every day objects and scenes. Like most people, I do not lead an extraordinary life in a sense that I travel to new places every week or I go out to fancy restaurants every night, so I try to find beauty and appreciation in little things. There is something special in celebrating every day life, and noticing those tiny elements that make up each day. I know it sounds like a cliche but that is the thing about cliches - they are pretty accurate ;) 

Wielka satysfakcje sprawia mi fotografowanie przedmiotow codziennego uzytku i scen z zycia codziennego. Jako, ze nie jest mi dane udawac sie w coraz to nowe wojaze kazdego tygodnia, ani nawet co wieczor rozpieszczac mojego podniebienia smakami z wykwintnych restauracji, staram sie znalezc piekno w malych, blahych rzeczach. W koncu to, te na pozor nic nie znaczace elementy tworza nasza codziennosc. I mimo, ze celebracja codziennosci brzmi jak wyswiechtany frazes, to tak to juz jest z tymi frazesami, ze trafiaja w sedno sprawy ;)

Parts of my kitchen.
Fragmenty mojej kuchni.




My bedroom seen from downstairs.
Moja sypialnia widziana z dolu.


I finally found a perfect bed throw ( I actually bought too because the stripy one was on sale).
Nareszcie znalazlam idealna narzute na lozko (tak naprawde, to kupilam dwie, bo ta pasiasta byla przeceniona).



Recently my favourite flowers.
Ostatnio to moje ulubione kwiaty.


Rather substantial breakfast after one of my swimming sessions…Zaczynam podejrzewac, ze jestem uzalezniona od awokado...
Sniadanie po jednym z treningow na basenie…I am beginning to suspect that I am addicted to avocado...


Found a basket matching my bike.
Udalo mi sie znalezc pasujacy koszyk.


Our bikes are still residing in the lounge...
Nasze rowery w dalszym ciagu 'parkuja' w salonie...


I miss handwriting so last week I decided to buy myself a real notebook ;)
Tesknie za recznym pisaniem, wiec w zeszlym tygodniu kupilam sobie notatnik ;)


Lazy Saturday breakfast.
Pozne sobotnie sniadanie.


My tiny collection of cacti.
Poczatek mojej kolekcji kaktusow.


With the help of my grandmother I finally got around to tidying up our little yard. More photos to come when it is all finished.
Z pomoca mojej babci, nareszcie zabralam sie za uporzadkowanie naszego mini ogrodka. Zamieszcze wiecej zdjec, kiedy projekt bedzie w pelni ukonczony.





Monday, September 29, 2014

Almost black


September has not been the easiest month for me (hence lack of posts) for many reasons, which I am not going to bore you with . However it did teach me a few valuable lessons and I am hoping that things can only get better from now on. So to celebrate the end of this awful month, Julian and I decided to spend last Sunday of September treating ourselves to good food, slow walks and Leonard Cohen's music. It was perfect :)
I am keeping my fingers crossed that October will be more favourable…

Wrzesien byl dla mnie delikatnie mowiac malo przyjemnym miesiacem (stad brak regularnych wpisow) z wielu powodow, ale nie zamierzam Was nimi zanudzac. Aczkolwiek przy calej swej paskudnosci dal mi kilka wartych zapamietania lekcji i mam nadzieje, ze do konca roku czekaja mnie juz tylko mile niespodzianki. Dlatego tez wraz Julianem stwierdzilismy, ze powinnismy uczcic jakos ostatnia niedziele tego koszmarnego wrzesnia i spedzilismy ja odkrywajac nowe, kulinarne perelki Auckland, spacerujac i rozkoszujac sie muzyka Cohena.
Trzymam kciuki za pazdziernik…oby okazal sie bardziej laskawy niz jego poprzednik…












I was wearing:
top - Cotton On
pants - Cotton On
trench - Glassons
sunglasses - Ray Ban

Saturday, August 30, 2014

Between seasons


Tomorrow is the last day of winter in NZ yet spring is not quite here yet…Perfect time to mix your warm coat with summer shoes ;) Perfect time to start making plans for the next year…Perfect time to embrace the upcoming changes…Perfect time to start learning another language…Perfect time to finally email your friends back…Perfect time to go through your closet and give away what you do not need anymore…Perfect time to simply stop and appreciate life…

Jutro jest ostatnim dniem zimy w NZ, ale wiosna jeszcze nie w pelni tu dotarla…To idealny czas, aby polaczyc cieply plaszcz z letnimi butami ;) Idealny czas, aby zaczac robic plany na przyszly rok…Idealny czas, aby przygotowac sie na nadchodzace zmiany…Idealny czas, aby zaczac uczyc sie kolejnego jezyka…Idealny czas, aby w koncu odpisac na zalegle emaile…Idealny czas, aby zrobic porzadki w szafie…Idealny czas, aby zatrzymac sie na chwile i docenic zycie…














I was wearing:
coat - Forever New
jeans - Cubus
shoes - Glassons
scarf - H&M

Monday, August 25, 2014

Anniversary


Yesterday we celebrated mini anniversary…it has been eight years since our first date :) We normally do not pay attention to such things. I personally do not like to celebrate something just because the whole world does. I do not do anything on Valentine's Day nor I feel compelled to go out on a fancy dinner because it is our wedding anniversary, etc., fortunately Julian thinks likewise. However a few days ago I thought it would be nice to revisit that little cafe where our first official date took place, especially that neither of us has been there since then…It was so much fun to sit there, eat our brunch and reminisce about the time leading up to our date…We actually met on my birthday, which is at the beginning of July but it took Julian almost two months to ask me out ;) I always tease him about it. 
Who knows maybe this will be one anniversary that we will celebrate?

Since it was such a perfect winter day after brunch we decided to go to the nearby park (which also played a big role at the very beginning of our relationship). I could not resist to take a few photos :)

Wczoraj Julian i ja obchodzilismy mala rocznice…od naszej pierwszej randki minelo juz 8 lat :) Zazwyczaj nie przywiazujemy wagi do takich rzeczy. Ja nie znosze swietowac czegos tylko dlatego, ze caly swiat swietuje. Z tego powodu nigdy nie robie nic w Walentynki, ani nie czuje sie zobowiazana do wyjscia na uroczysta kolacje w rocznice slubu. Na szczescie Julian mysli podobnie. Aczkolwiek kilka dni temu pomyslalam, ze byloby calkiem przyjemnie odwiedzic kafejke, w ktorej Julian i ja spotkalismy sie na pierwszej oficjalnej randce. Zwlaszcza, ze zadne z nas nie bylo tam od tego czasu…Cudownie bylo tam siedziec, jesc pozne sniadanie i wspominac ten okres zanim doszlo do tego pierwszego spotkania…Bo my poznalismy sie w moje urodziny, ktore obchodze na poczatku lipca, ale Julianowi zajelo prawie dwa miesiace zaproszenie mnie na kawe ;) Zawsze Mu to wypominam :) Kto wie, moze to bedzie jedna roznica, ktora bedziemy swietowac?

Jako, ze pogoda byla idealna, po sniadaniu wybralismy sie do pobliskiego parku (ktory rowniez odegral duza role w poczatkowej fazie naszej znajomosci). Widoki byly tak piekne, ze nie moglam sie powstrzymac przez zrobieniem kilku zdjec :)