Pages

Thursday, April 17, 2014

Evening in St Kilda


It has been almost a week since Julian and I had a chance to spend a few days in St Kilda. We loved absolutely every minute of it and decided that if we were to stay in Melbourne for good, this would be one of the neighbourhoods we would consider living in. What appealed to us the most was the proximity to the beach, its ethnic diversity and beautiful architecture. We saw so many apartment buildings that we would move into immediately :)  
On our first evening we decided to go for a stroll by the beach. Weather was perfect, the sea was so calmed it looked like a lake. We stopped at one of the many restaurants by the promenade and enjoyed a glass of wine which was followed by the best pizza we have ever had. The combination of figs, roquefort cheese and serrano ham was mouth watering. After dinner we continue wandering the streets of St Kilda until we were so tired there was nothing else to do but go straight back to the hotel :)

Minal juz prawie tydzien od naszego kilkudniowego pobytu na St Kilda i musze przyznac, ze oboje bylismy zachwyceni tym, co ma do zaoferowania ta dzielnica. Jesli zdecydujemy sie na przeprowadzke do Melbourne (na razie ja "badam" grunt), to na pewno bedzie to jedno z miejsc, ktore bedziemy brac pod uwage przy szukaniu nowego lokum. Tym, co najbardziej nas ujelo byla bliskosc do plazy, zroznicowanie kulturowe i przepiekna architektura. W trakcie naszych spacerow widzielismy mnostwo mieszkan, do ktorych wprowadzilibysmy sie bez wahania :)
W trakcie naszego pierwszego wieczoru wybralismy sie na spacer po plazy. Pogoda byla idealna, morze bylo tak spokojne, ze wygladalo jak jezioro. Zatrzymalismy sie w jednej z wielu restauracji, ktore znajduja sie przy deptaku, gdzie rozkoszowalismy sie widokami, winem i najlepsza pizza jaka kiedykolwiek jedlismy. Polaczenie fig, sera roquefort i szynki serrano okazalo sie strzalem w dziesiatke. Po obiedzie kontynuowalismy nasza mala wloczega uliczkami St Kildy, az bylismy tak zmeczeni, ze nogi same poprowadzily nas do hotelu na zasluzony wypoczynek :)





















I was wearing:
grey top - Cotton On
jeans - Cubus
plaid top - Choies
sunglasses - Ray Ban

Thursday, April 10, 2014

A new home?


It has been quite a while since I wrote my last post, however my absence is fully justified ;) 
I moved to Melbourne a month ago and was very busy with organising paperwork, applying for endless cards, tax numbers, etc. Needles to say I had very little time to spend on blogging. Fortunately I am happy to report that all the formalities are done and I can fully concentrate on job hunting and exploring Melbourne :) Last few days were very special as Julian flew in from Auckland and we got to spend 6 days together :) We took advantage of beautiful autumn weather and spent last Sunday wandering around the city.

Sporo czasu uplynelo od mojego ostatniego wpisu, ale moja nieobecnosc jest w pelni usprawiedliwiona ;) Od miesiaca jestem mieszkanka Melbourne i mozecie mi wierzyc, ze byl to bardzo pracowicie spedzony miesiac, ktorego wiekszosc pochlonelo zalatwianie niezliczonych formalnosci takich jak uzyskanie numerow podatkowych, zmiana prawa jazdy,  otwarcie konta i mnostwo innych, ktorymi nie bede Was zanudzac. Na szczescie ten etap jest juz za mna i teraz moge sie calkowicie poswiecic szukaniu pracy i odkrywaniu Melbourne, ktore jest podobno jednym z najbardziej fascynujacych miast na swiecie. Z przyjemnoscia oddam sie testowaniu tej hipotezy :) A w zasadzie juz zaczelam to robic…razem z Julianem spedzilismy ostatnia niedziele wloczac sie po urokliwych uliczkach w centrum miasta rozkoszujac sie iscie letnia pogoda w srodku jesieni :)














I was wearing:
top - Zara
shorts - Elwood
sneakers - Converse
sunglasses - H&M

Friday, February 28, 2014

Always a winner


Last Saturday Julian was booked to play at a charity gig. Since he was still recovering from his surgery and was spending most of his days on the couch with his foot elevated, I was on a shopping duty when it came to his gig outfit. I should probably mention that he decided what he was going to wear about 11am and he had to be at the venue at 12.30pm…So I rushed to the mall to get the black shirt he requested. I was pretty happy with myself as the whole "last minute shirt buying operation" took me about 10 min. But then instead of going straight back home I stopped at one of the shops. I was not planning on buying anything but (funny how there is always a "but" at the end of that sentence) I saw this incredibly simple black dress and I knew it would be perfect for me to wear at Julian's gig. Plus it was ridiculously cheap.  Still pretty good, I managed to make a return trip to the mall and bought two items in less than half an hour :)
Since there was absolutely no time for any outfit photos on that day and Julian was still unable to walk for more than five meters, we took these photos yesterday. I ended up mixing the dress with a pair of sneakers. I know it is the least likely combination you would think of but when I was trying on the dress in a shop, I happened to be wearing those shoes and I really liked this unusual mix. 

P.S. We made it to the gig on time. Julian did amazingly well and the whole thing turned out be a huge success:) The last photo shows Julian in action ;)

W zeszla sobote Julian gral na koncercie charytatywnym. Jako, ze wciaz dochodzil do siebie po operacji i wiekszosc dni spedzal na kanapie z noga w gorze, ja zostalam oddelegowana do centrum handlowego w celu zakupu czarnej, meskiej koszuli. Powinnam rowniez wspomniec, ze Julian zdecydowal sie w czym wystapi na koncercie okolo 11 rano a o 12.30 mielismy byc juz na miejscu…Takze nie tracac czasu na zbedne dyskusje wyruszylam na polowanie na czarna koszule. Cale szczescie, ze mieszkamy dosc blisko centrum handlowego, wiec po okolo 10 minutach dzierzylam w dloni torbe z wyzej wymieniona koszula. I wszystko przebiegaloby zgodnie z planem, gdyby nie to, ze nie oparlam sie pokusie zajrzenia do jednego z moich ulubionych sklepow. Nie mialam w planach niczego kupowac, ale (zabawne ze to zdanie ma zawsze na koncu "ale") kiedy zobaczylam ta bardzo prosta, czarna sukienke, to w jednej chwili stwierdzilam, ze bylaby idealna na koncert Juliana. Do tego byla niesamowicie przeceniona. Mimo tego nieplanowanego przystanku udalo mi sie zamknac cala misje zakupowa w pol godziny :)
Jako, ze w sobote zupelnie nie bylo czasu na robienie zdjec a do tego Julian nie byl w stanie przejsc wiecej niz piec metrow, sesje przelozylismy na wczoraj. Zdecydowalam sie polaczyc dosc elegancka sukienke z para sportowych butow. Wiem, ze jest to malo oczywisty wybor, ale kiedy ja mierzylam w sklepie, mialam na sobie wlasnie te buty i zupelnie niespodziewanie spodobal mi sie ten malo prawdopodobny duet.

P.S. Na koncert dotarlismy na czas. Cale przedsiewziecie okazalo sie sukcesem,  w czym Julian mial swoj maly udzial :) Na ostatnim zdjeciu mozecie ogladac Go w akcji ;)













I was wearing:
dress - Dotti
shoes - Nike
sunglasses - Ray Ban

Thursday, February 20, 2014

Inside tour part one


I promised you long time ago that I would show you photos of our place once it was finished. Well…it still is not finished as we had a few disruptions on the way (latest being Julian's surgery, hence lack of outfit posts as he is my photographer), however I decided I will show you what has been successfully completed and what is still work in progress. There are a couple of things that you should know. First, when we decided to covert this building into an apartment, it was an empty shell. Second, EVERYTHING you see in the photos right now was done by Julian. 
Basically our space is divided into two parts. One contains kitchen, dining area, bathroom, and our bedroom plus wardrobes. That part is finished :) The rest of our house comprises of a big lounge and an outdoor area, which definitely require more work. Bear that in mind please when you see bookshelves with no books or outdoor area with not much planting going on, etc. Fortunately it is getting very close to the point when we can safely say that this big project is behind us :) 

Dawno temu obiecalam Wam, ze pokaze na blogu zdjecia naszego mieszkania, kiedy tylko bedzie skonczone. Krotko mowiac renowacje nadal trwaja, jako ze po drodze nastapil szereg niespodziewanych zdarzen, ktore wplynely na zwolnienie tempa robot (najnowsze z nich, to operacja Juliana. To rowniez powod, dla ktorego ostatnio nie pojawiaja sie posty modowe, gdyz Julian pelni role mojego fotografa). Mimo wszystko zdecydowalam, ze pokaze Wam, to co zostalo ukonczone. Zanim jednak to zrobie, sprobujcie sobie wyobrazic budynek, w ktorym poza scianami i sufitem (nadajacym sie do remontu) nie ma absolutnie nic. Tak wlasnie wygladalo to miejsce, kiedy postanowilismy je przeksztalcic w powierzchnie mieszkaniowa. Absolutnie WSZYSTKO, co widzicie na zdjeciach jest dzielem Juliana. 
Nasze mieszkanie podzielone jest na dwie czesci. W pierwszej znaduja sie: kuchnia, jadalnia, lazienka, sypialnia i garderoby. Ta czesc jest skonczona :) Reszte zajmuje pokoj dzienny wraz z mini ogrodem i tutaj zdecydowanie musimy jeszcze wlozyc troche pracy, takze miejcie to na uwadze, kiedy zobaczycie polki na ksiazki bez ksiazek czy tez znikoma ilosc roslin w naszym mini ogrodzie. Na szczescie wyglada na to, ze jestemy juz na finiszu i wkrotce projekt przeksztalcania studia Juliana w mieszkanie bedzie w 100% ukonczony :)